Chaotyczne robienie zakupów na ostatnią chwilę też nie było dobrym pomysłem i na pewno nie przynosiło oszczędności.
Poszperałam w sieci i natrafiłam na proste rozwiązanie. Aż dziw, że nie wpadłam na nie sama. Planowanie, planowanie i jeszcze raz planowanie, czyli sporządzenie tygodniowego menu wraz z listą zakupów. Moja rozpiska wisi w centralnym miejscu kuchni, czyli na lodówce. W trakcie tygodnia dopisuję jeszcze kończące się produkty.
Ja planuję tylko obiady, ale w liście zakupów oczywiście uwzględniam składniki na śniadania i kolacje.
Naprawdę sprawia mi to dużą frajdę, gdy siadam wieczorkiem w sobotę lub niedzielę, z kubkiem herbaty, wertując książki kucharskie i mój zeszyt z przepisami.
Oto mój projekt menu, ale w internecie jest ich bardzo dużo.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz